fbpx

Dlaczego nie czytam książek marketingowych?

9 sierpnia 2019

Czas czytania: 2 min.

Na pewno znacie niesamowicie popularne wyzwania w rodzaju “przeczytam 52 książki w 2019 roku”.

Nigdy nie uważałam ich ani za specjalnie rozsądne ani pożyteczne dla samych uczestników. Istnieje bowiem bardzo niewielka liczba ludzi, którzy mają tak dobrą pamięć, by po kilku tygodniach czy wręcz dniach wiedzieć, o czym traktowała każda lektura.

 

Ten felieton oryginalnie pojawił się na moim fanpage’u. Polub go, jeżeli chcesz przeczytać kolejny tekst nawet tydzień wcześniej.

 

W przypadku beletrystyki nie jest to zbytnim problemem – w końcu są to książki dla rozrywki, a nie rozwoju osobistego.

Problem pojawia się wtedy, gdy mamy zamiar przeczytać kilkadziesiąt napakowanych wiedzą książek, których pochłonięcie trwa kilkakrotnie dłużej.

Zdarza mi się, że jedną książkę marketingową, biznesową czy popularnonaukową czytam miesiąc lub nawet dwa!

I jest to spory problem, ale nie z powodu ilości, a jakości takiego czytania.

Po kilku dniach zwyczajnie nie pamiętam tych kilkudziesięciu czy kilkuset stron lektury, więc jedyna droga jaka mi pozostała, to wstecz.

Doszłam więc do wniosku, że koniec z tym.

 

Nie czytam…prawie w ogóle.

 

Skupiając się na blogu, pracy, konsultacjach, podcaście dalej znalazłabym godzinę czy dwie na czytanie. Nie zasłaniam się więc brakiem czasu. Problem tkwi w tym, że nie mam ochoty zdobywać kolejnej wiedzy, gdy zdobywałam ją przez ostatnie 12 godzin.

W zupełnie inny, wręcz marginalizowany przez wielu sposób. Czyli poprzez artykuły na blogach oraz filmy na YouTube.

Przygotowując się do napisania tekstu muszę pochłonąć dziennie średnio 4-5 artykułów liczących po kilkadziesiąt tysięcy znaków każdy.

Oznacza to, że (po angielsku) czytam dziennie około 60-70 stron A4. W przełożeniu na standardowy format książki liczba ta rośnie do około 150-180 stron A5.

Na swojej półce mam obecnie jakieś 30 książek, które naprawdę chciałabym przeczytać. Jest “Narratologia” Pawła Tkaczyka, jest “Firma, czyli ty” Paula Jarvisa. Jest też “Finansowy Ninja” od Michała Szafrańskiego (kupiony chyba z 1,5 roku temu…). Jest też mnóstwo książek popularnonaukowych, jak np. “Homo Deus”, którego czytam chyba drugi miesiąc i jestem dopiero na 120 stronie.

Nie twierdzę więc, że książki to przeżytek i powinniśmy wszyscy zacząć czytać blogi. Uważam za to, że warto zapełniać biblioteczkę książkami, które są evergreenami. Podręczniki o content marketingu mogę przeczytać nawet za kilka lat, bo dalej będą aktualne.

Zasady definiujące dobry marketing pozostają niezmienne latami lub nawet dekadami.
Nie warto więc ciosać sobie kołków na głowie, że w tym miesiącu udało ci się przeczytać tylko 1 książkę.

Są także inne źródła wartościowej wiedzy i o ile nie przeglądasz grupy “Kotki i koteczki”, a np. “Tygrysy Socialu” ;), to moim zdaniem jesteś zupełnie usprawiedliwiony, że nie podążasz za trendami “52 książki w roku”.

Ocena artykułu:
[Głosów:2    Średnia:5/5]



Dodaj komentarz



Paweł Tkaczyk

1 tydzień ago

Spokojnie, nie zestarzeje się szybko 😉

Natalia Charzyńska

1 tydzień ago

Dlatego nie mam aż tak dużych wyrzutów sumienia, choć i tak są spore 😀

me

O mnie

Cześć, jestem Natalia!

Od kilku lat zajmuję się szeroko rozumianym marketingiem. Chętnie poprowadzę dla Ciebie reklamy na Facebooku - specjalizuję się w branży e-commerce :).

Możemy też współpracować dużo szerzej - napisz, czego potrzebujesz a na pewno razem stworzymy coś fajnego!

Pytania?

Skontaktuj się ze mną

Kontakt

Masz pytania, propozycje, prośby? :)

Pisz do mnie na mój adres email lub wypełnij formularz kontaktowy obok.

chrzn-logo-poziome-2019-black-mobile

Copyright 2018 charzynska.pl ©
All Rights Reserved

%d bloggers like this: