fbpx
dylemat społeczny recenzja

„Dylemat społeczny” – recenzja wyjątkowo wkurzającego filmu od Netflixa

Czas czytania: 4 min.

Netflix jest świetny w robieniu dokumentów. Wiele z nich, np. film o paraolimpijczykach “Jak feniks”, jest nie tylko wspaniale nakręconych, ale też “społecznie pożytecznych”.
Nieco inaczej jest z mocno promowanym dziełem pt. “Dylemat społeczny”.

Filmy dokumentalne produkcji Netflixa najczęściej rzetelnie opisują całe spektrum danego zjawiska. Niestety, w przypadku “Dylematu społecznego” słyszymy i widzimy tylko jedną stronę postrzegania social media – tę skrajnie negatywną.

Półtoragodzinny seans wypełniony jest po brzegi mantrą: social media to zło i “ktoś coś powinien z tym zrobić”. Jaka jest alternatywa dla tego “zła”? O tym niestety ani autorzy ani rozmówcy nie wspominają nawet półsłowem.

 

Teza 1: Zbieranie danych jest złe

 

Netflix nie bez powodu ma pieniądze na produkcje dotyczące dosłownie wszystkiego, począwszy od dokumentu na temat Teda Bundy’ego a skończywszy na reality show pokroju “Too Hot To Handle”. Każdy z nich jest dla nieco innego typu odbiorców, więc gigant streamingowy musi mieć jakiś sposób, by podpowiadać, co komuś się może spodobać.

No właśnie…
Dosłownie każda minuta “Dylematu społecznego” nasiąknięta jest opiniami byłych pracowników Facebooka i Googla, którzy biją się w pierś, powtarzając: zbieranie danych jest złe, bo serwisy social media mogą w ten sposób dopasowywać przekaz do odbiorcy.

Byłabym w stanie przełknąć tego typu opinie, gdyby nie jeden drobny fakt.
Netflix, który spamuje mojego maila kolejnymi rekomendacjami i na pewno nie zapomni mi wysłać wiadomości push z przypomnieniem o premierze kolejnego Wielkiego Hitu…Beztrosko krytykuje Youtube’a, Facebooka czy Instagrama.

 

 

Teza 2: To wina social media, że ludzie robią złe rzeczy

 

Dosłownie każdy rozmówca przemawia tym samym głosem (nawet były inwestor, który zarobił na akcjach FB grube miliony dolarów): social media są złe, bo są narzędziem w rękach… ludzi.

A jak wiemy, ludzie miewają kiepską psychikę – łatwo się uzależniają, popadają w depresję z powodu oceniania siebie przez pryzmat innych itd.

Okazuje się jednak, że to zły Facebook i Google za wszystkim stoją.

Aby jeszcze mocniej uwypuklić tę tezę, jeden z głównych rozmówców porównuje media społecznościowe do przedmiotów codziennego użytku, jak np. rower. Według niego rower nie nakłania nas do złych rzeczy a social media już tak. Niestety nie odróżnia przedmiotu od usługi, co jest kluczową różnicą pomiędzy np. telefonem, czy komputerem a serwisami społecznościowymi.

 

Kolejne absurdalne tezy co chwila wylewały się z ekranu, ale moją branżową uwagę przykuły dwie wypowiedzi:

  1. Na Facebooku można reklamować broń (WTF?) i w związku z tym chwilę po zakupie broni z reklamy, algorytm ochoczo podeśle nam film jakiegoś ekstremisty, a chwilę potem zaproponuje wydarzenie, podczas którego z tej broni będzie mógł skorzystać.
  2. Możemy targetować osoby podobne do nielicznych członków wyjątkowo niszowej grupy, np. płaskoziemców.

 

Reklamowanie broni jest zakazane w regulaminie FB od momentu powstania możliwości promowania się. Facebook nie rozważa (póki co) możliwości kierowania wg członków konkretnych grup lub też robienia na ich bazie grup podobnych odbiorców.

Pomiędzy zdaniami, jak bardzo social media są złe, próbowano przytoczyć przypadki, które miałyby udowodnić tezę.

Były to mocno nagłaśniane przez media sytuacje, jak np. przypadki linczów spowodowane przez rozpowszechnienie fake newsów, czy też wpływ Rosji na wybory, w których ostatecznie wygrał Trump.

Za wszystkie te sytuacje wg rozmówców nie odpowiadał np. rząd rosyjski, czy ludzie bezmyślnie udostępniający fałszywe informacje, a właśnie sam Marek Z.

Według mnie taki sposób myślenia jest absurdalny i można go porównać do obwiniania noża za to, że ktoś nim zabił niewinną osobę. Na szczęście nikt nie wpadł na to, by zrobić na ten temat film dokumentalny, w którym zwolennicy łyżek postulują o wycofanie wszystkich noży ze sprzedaży.

 

 

Teza 3 a raczej jej brak: w social media nie ma niczego dobrego

 

W filmie nikt nawet nie zająknął się, jak mogłaby wyglądać zmiana na “lepsze”. Jak zmienić psychikę ludzką i prawo, by więcej nie wykorzystywano social media w sposób nieetyczny, czy niezgodny z prawem? Twórcy nie zadali tego pytania ani razu.

Przez ponad 1.5h widz ma wtłaczany do głowy obraz wielkich, złych korporacji, którym wszyscy musimy się sprzeciwić. Przekaz wzmacniany jest na dodatek fabularyzowanymi scenkami sugerującymi, że to nie my jesteśmy odpowiedzialni za nasze zachowanie, a powiadomienie, które właśnie zobaczyliśmy na telefonie.

Tym bardziej jest to przykre, że social media jako platforma kontaktu potrafią zdziałać niesamowicie dużo dobra.

Przykładami można sypać jak z rękawa. Z mojej strony jako pierwsze do głowy przychodzą mi akcje “Ice Bucket Challenge”, “Me Too”, “Black Lives Matter”, czy miliony złotych zbierane każdego dnia na różnego rodzaju zbiórki charytatywne, jak np. “Hot 16 challenge”.

O nich “Dylemat społeczny” subtelnie milczy.

Film porusza kilka ważnych kwestii, jak np. samookaleczanie się i samobójstwa dzieci, czy problem fake newsów. Są to realne problemy i zagrożenia. Jednak zamiast wskazać potencjalnych winowajców, wszystko się wrzuca w jeden wór pt. “Social media to zło wcielone”.

Problemy poruszone w dokumencie istniały na długo zanim powstały media społecznościowe. Prasa, telewizja, radio czy fora społecznościowe przez lata służyły dokładnie do tego samego.

Social media mają tę przewagę, że faktycznie wszystko dzieje się dużo szybciej i sprawniej. Jednak dotyczy to zarówno rzeczy dobrych, jak i złych.

Ten film zrobiłby wiele w kwestii edukacji, gdyby poza straszeniem ludzi, były przedstawione alternatywy.

Tymczasem widz sam zostaje sobie pozostawiony z odpowiedzią na pytanie “co w związku z tym?”. Kiedyś palono Biblię, bo uważano, że zawarte w niej są herezje. Czy teraz mamy iść palić siedzibę Facebooka albo Google’a?

 

 

Teza 4 – wyłączenie social media to lek na całe zło?

 

Siedzę w branży marketingowej od lat i naprawdę nie wiem, jak miałaby wyglądać zmiana na lepsze.

Pozbawienie ludzi social media spowoduje wyrośnięcie..nowych social media.

Zdelegalizowanie tego typu formy kontaktu przeniesie go do wiadomości mailowych, czy forów społecznościowych. Cofniemy się więc o 20 lat, tylko po co? Czy fake newsy magicznie znikną? Czy dzieci przestaną się czuć źle, bo rodzice je olewają?

Moim zdaniem raczej nie.

Edukacja skupiona na pokazaniu innych dróg do poczucia satysfakcji z życia może pomóc na dłuższą metę, ale tego typu działanie musiałoby trwać latami i obejmować dosłownie całe społeczeństwo. Jak dobrze wiemy jest to raczej niemożliwe.

Facebook robi co może, by ograniczać fake newsy. Google wdrożył szereg narzędzi do pomocy osobom, które mają myśli samobójcze (spróbujcie wpisać w wyszukiwarkę frazy z tym związane). Dlatego pytam, co jeszcze można zrobić?

Korporacjom zależy na tym, byśmy się dobrze czuli. Negatywne emocje odpychają od danego medium, dlatego reklamy nie mogą zawierać tego typu wydźwięku emocjonalnego.

Wyłączając algorytm i pozwalając, by dosłownie wszystko trafiało do naszej “bańki medialnej” bardzo szybko okaże się, że zirytowani opuścimy social media i przeniesiemy się do miejsca, gdzie ponownie dostarczy się nam skrojonej na miarę rozrywki.

Obecne czasy to wspaniała pożywka dla teorii spiskowych, ale niestety “Dylemat społeczny”, specjalnie bądź nie, ukuł kilka własnych.

Dlatego nie polecam wam tego filmu. Niczego pożytecznego się z niego nie dowiecie.

Ta strona korzysta z plików cookies. Zajrzyj do Polityki prywatności albo zamknij to okno :)